poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt :)

Wesołych, ciepłych i rodzinnych 
Świąt Bożego Narodzenia,

wszystkiego co dobre, piękne i słodkie,

a także duuuużo uśmiechu i świętego spokoju

życzę Wam w ten Wigilijny Czas :)


A dla wszystkich  Ew i Adamów dołączam imieninowe buziaki :)



piątek, 7 grudnia 2012

Szybkie info o prezentach z innych stron czyli gwiazdkowe rozdania u YASINISI i Matleeny

Szybciutka notka o dobrych kobietach, które nie dość, że prowadzą cudowne blogi, na których dzielą się umiejętnościami, wiadomościami i zazwyczaj duuużą ilością ludzkiego ciepła, to postanowiły się również podzielić bardziej...hmm... materialnie :)

Ponieważ powoli zaczynam wsiąkać w tematy okołopazurkowe (dzięki Ci wizażu... mój portfel Cię nie lubi...) wrzucam rozdanie u YASINISI:

Do wygrania:
                  - zestaw lakierów E.L.F. oczywiście kolekcja świąteczna :)
                  - 8 płytek do stemplowania z pierwszego zestawu Bundle Monster
Rozdanie trwa:
                  od 3 grudnia do godziny 23.59 24 grudnia
                  czyli jeśli zobaczycie pierwsza Gwiazdkę i wypowiecie życzenie, to może się
                  udać :)
A tak wyglądają na zdjęciu:)





I cuda od Mataleeny - kto jeszcze nie trafił na tego bloga, koniecznie i jak najszybciej powinien się tam udać. Mataleena nie dość, że jest przepiękną kobietą i prezentuje przepiękne makijaże, to pomaga również nam "szarym myszkom" stać się troszkę mniej szarymi (patrz akcja "wasze brwi" i tutoriale).
Na Święta Matleena rozdaje:

Do wygrania:
               trzy cudowne zestawy - pierwszy: ogromny, kolorowo-kosmetykowy, drugi: typowo kolorowy,
               częściowo mineralny i trzeci: baaardzo pachnący, kto nie zna Pachnacej Szafy to... ma szanse
               poznać;)
Rozdanie trwa
               od 4 do 16 grudnia
               jak pisze Matleena, postara się rozstrzygnąć tak, żeby paczuszki trafiły prosto pod zwycięskie
               choinki
W wygląda to wszystko tak:


Weźmiecie udział?
A w sumie... nieee... nie bierzcie... to może mi się uda :D


czwartek, 6 grudnia 2012

Koty kuchnia świateczna czyli Ciasteczka Mojej Mamy

Kilka słów wstępu: nie pamiętam i absolutnie nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia bez kruchych ciasteczek Mojej Mamy.
Tradycją jest, że w weekend przed Wigilią wchodziłyśmy do kuchni piec ciasteczka - najpierw ja w charakterze pomocnika rozlewałam wszędzie białko i wyżerałam bakalie, potem dekorowałam ciasteczka, aż przyszedł moment, kiedy ciacha piekę sama i zawożę rodzince do zjedzenia :)
Nazwa Gwiazdki jest również mocno umowna. Od kiedy pamiętam używamy tych samych kształtów foremek i żeby było ciekawiej każdemu kształtowi są przypisane "dekoracje". Mamy więc migdałowe księżyce, orzechowe gwiazdki, kwiatuszki z cukrem, choinki z posypką (kolorową lub czekoladową) i serduszka z dowolną dekoracją :)
Aha, ciacha są pakowane w pudełka (takie metalowe po czekoladkach) w naiwnej wierze, że może po Świętach będą do kawy... jeszcze się nie udało, żeby dłużej niż do Sylwestra dotrwały.



KRUCHE GWIAZDKI MAMY KOTY
(wychodzi ok.1,2 kg ciasteczek czyli tak z 2-3 blaszki)

- 700 g mąki krupczatki (ok. 4 szkl.)
- 370 g masła lub margaryny (ok. 1,5 paczki)
- 200 g cukru pudru (ok. 1 szkl.)
- 5 żółtek (co najmniej 2 białka będą potrzebne do smarowania ciasteczek)
- skórka otarta z 1 cytryny lub olejek cytrynowy (skórka lepsza)
- pokrojone orzechy włoskie, migdały, kolorowa lub czekoladowa posypka, cukier gruboziarnisty czy dowolne inne cuda do dekoracji ciasteczek

Posiekać masło z przesianą mąką. Dodać otartą skórkę cytrynową, przesiany cukier puder, ułożyć w kopczyk z dziurką - taki wulkanik. W środek wlać żółtka (uwaga, jeśli użyjecie olejku cytrynowego trzeba go najpierw wymieszać z żółtkami). Szybko zagnieść ciasto. Po dokładnym połączeniu wszystkich składników odstawić ciasto w chłodne miejsce na godzinę (ja je zawijam w przezroczystą folię i do lodówki). Gdyby okazało się, że ciasto jest za suche - kruszy się - można dodać troszkę śmietany.
Wyjmować po kawałku - tak na 1 blaszkę - rozwałkować na płat grubości ok. 0.5 cm. Wykrawać foremką gwiazdki (księżyce, serduszka czy co tam pod ręką), posmarować z wierzchu roztrzepanym białkiem i posypać wybraną ozdóbką.
Układać na blaszce posmarowane masłem (proponuje folię aluminiową i masło albo papier do pieczenia). Piec w temp. 180 stopni przez ok. 20 minut - aż będą jasnozłote.

Po zdjęciu z blachy i ostudzeniu zapakować w pudełka... jeśli coś zostanie :)

Planuję pieczenie ciach na weekend przed samą Wigilią, bo za tydzień zajmę się produkcją pierniczków (ciasto już czeka :). A Wy, pieczecie coś na Święta czy tylko wyjadacie?

wtorek, 27 listopada 2012

Alterra? Naturalnie! Vol II, czyli szamponowa aktualizacja

Pisałam w poprzednim poście (miesiąc temu... wstyd...), że zostały mi do wypróbowania trzy szampony Alterry. W sumie to napisałam pół prawdy, bo figa i makadamia już się wtedy testowały... a migdał i jojoba czekały na półce na swoją kolej. Nie miałam i nie mam "na stanie" tylko oliwki i kwiatu lotosu... i na razie mieć nie będę.

No to lecim z aktualizacją :)

Na pierwszy ogień Alterra, Repair - Shampoo Macadamia & Feige czyli Szampon regenerujący `Makadamia i figa'

Standardowe opakowanie: 200 ml
Skład: Aqua, Sodium Coco - Sulfate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lauroyl Sarcosine, Mel*, Hydoxpropyltrimonium Chloride, Alcohol*, Panthenyl Ethyl Ether, Panthenol, Macadamia Ternifolia Extract*, Brassica Oleracea Seed Oil*, Ficus Carica Extract*, Simmondsia Chinensis Oil *, Parfum**, Citral**, Benzyl Salicylate**, Linalool, Limonene**, Geraniol**.
* Surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** Naturalne olejki eteryczne.

Cena regularna: ok. 9 zł

Co pisze o nim Rossmann:
Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji szamponu regenerującego Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości: wartościowa kompozycja składników czynnych z wyciągami z makadamii i olejem z nasion brokułu*dostarcza zniszczonym i łamliwym włosom bogatej pielęgnacji i intensywnego nawilżenia, dodając im blaski i zdrowego wyglądu. Pielęgnujący kompleks z wyciągiem z fig*, miodem* i prowitaminą B5wzmacnia strukturę włosów i sprawia, ze stają się one sprężyste i łatwiejsze w rozczesywaniu.
* z kontrolowanej biologicznie uprawy

No i znowu, domywa... i w sumie tyle. Konsystencja i pienienie podobnie jak cała reszta szamponów czyli średnia. Siła rzeczy też średnia wydajność.
Co do obietnic producenta to hmm... owszem włosy odżywione, ale też niestety w moim przypadku, obciążone. Niestety drugiego dnia kwalifikują się tylko do związania w kitkę... no może jeszcze koczek;) Super nawilżenia czy błyszczenia też nie stwierdziłam.
Szampon za to wściekle plącze - moim skromnym zdaniem osoba, która na etykiecie umieściła informację, ze ułatwia rozczesywanie, albo sama jest łysa, albo nigdy nie testowała produktu, o którym pisze. Ja ma gęste włosy za łopatki i bez odżywki nie byłam w stanie grzebienia z kłaków wyciągnąć.
No i na koniec kwestia zapachu... namieszałam z nim wcześniej, ale już odkręcam. Zapach oleju z makadamii uwielbiam, stąd też oczka mi się zaświeciły jak przeczytałam nazwę szamponu.... niestety... pachnie przede wszystkim figą:( I to nie tą fajną, dojrzałą, ale bardziej lekko podejrzaną, jakby trochę ubłoconą i mocno zieloną. To jest figa z gatunku, którego zapach na mój nos można odnaleźć w Demeter "Fig leaf". Zdecydowanie mi nie pasuje... plus, że po wysuszeniu jest niewyczuwalny.


I drugie testowane cudo czyli  Alterra, Sensitiv - Shampoo Mandel & Jojoba - Łagodny szampon dla wrażliwej i podrażnionej skóry głowy `Migdały i jojoba`.
Miałam go przetestować na mężu, ale się gadzina nie zgodziła...no to testuję sama :)


                                         Standardowe opakowanie: 200 ml
Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Alcohol*, Glycerin, Coco Glucoside, Caprylyl/capryl Glucoside, Acetum*, Xanthan Gum, Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Extract*, Avena Sativa Extract*, Simmondsia Chinensis Extract*, Parfum**, Citral**, Limonene**, Linalool**, Citronellol**, Geraniol**.
* składniki z certyfikowanych organicznych upraw.
** naturalne olejki eteryczne.

Cena regularna: ok. 9 zł

Co pisze o nim Rossmann:
Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji łagodnego szamponu Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości: Precyzyjnie zestawiona kombinacja składników odżywczych z wyciągiem z migdałów* i jojoby doskonale nadaje się do łagodnego mycia włosów, otacza je delikatnym filmem ochronnym i koi skórę głowy.
Gwarantowane cechy produktu:nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych łagodne związki powierzchniowo czynne i substancje aktywnie myjące z surowców roślinnych dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie produkt nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego 
*z kontrolowanej biologicznie uprawy

Poziomem ogólnym nie odbiega od reszty - znowu glutowato-galaretkowata konsystencja, średnie pienienie i średnia wydajność. Ładnie domywa - widziałam kilka wpisów, że się źle spłukuje, jednak u siebie tego nie zaobserowowałam.
Rzeczywiście jest łagodny, może nawet trochę za łagodny, bo oleje musiałam zmywać dwukrotnie - zazwyczaj wystarcza jedno mycie. Duży plus za nie wysuszanie skóry głowy - tutaj pełna zgodność z obietnicami z etykiety.I tyle... ani specjalnie nie nawilża włosów, ani nie odżywia...ot, tak sobie jest.
Zapach natomiast mocno mnie rozczarował - spodziewałam się migdałów, a dostałam... sama nie wiem co... coś w miarę świeżego, baaaardzo delikatnego i znikającego natychmiast po spłukaniu. A szkoda, bo gdyby szampon rzeczywiście słodkimi migdałami pachniał, to miałabym go stale na półce.
Podsumowując, zwyklak-średniak. Plus za delikatność i nie przesuszanie skóry... i tyle.


Ponieważ nie planuję na razie zakupu kolejnego nowego szamponu, a wręcz przeciwnie, dam włosom odetchnąć i wracam do Alterra Bambus i Papaja, kolejny post będzie o... myjadłach.

Nie zdecydowałam jeszcze czy o żelach Alterry i testowanych mydełkach od Pani Ewy (jeszcze kilka się pojawiło na stanie)... a może coś zupełnie innego pod klawisze podejdzie :)



*zdjęcia pochodzą z bloga http://siiia.blogspot.com oraz ze strony www.rossnet.pl

środa, 24 października 2012

Alterra? Naturalnie!

Po dłuższej przerwie od pisania - tak, tak - postanowienie o regularnym pisaniu znowu z chichotem poooooszło... - zabrałam się wreszcie do posta, o którym już dawno myślałam.


Alterra- nazwa znana? Oj znana, szczególnie tym, którzy cenią kosmetyki "naturalne" a nie mają małego folwarku do zastawienia.
W duży skrócie marka oparta na naturalnych składnikach, bez szkodliwych i silnych detergentów i konserwantów, większość produktów posiada certyfikat Vegan, BHID lub Oko-Test (lub chociaż jeden z nich). W Polsce dostępna wyłącznie w Drogeriach Rossmann.

Na Alterrę trafiłam dzięki Wizażowi (no bo jakże by inaczej). Szukałam czegoś do włosów, co byłoby w miarę naturalne i nie przesuszało futra i e'voila! Pierwsze spotkanie nie było zbyt udane (ale o tym poniżej), natomiast kolejne zaowocowały znalezieniem szamponu idealnego:)
Wszystkie szampony mają dosyć dziwną, żelowatą konsystencję i generalnie wszystkie plączą włosy - mniej lub bardziej, ale plączą!

Na pierwszy ogień poszedł Alterra, Feuchtigkeits - Shampoo Granatapfel & Aloe Vera czyli Szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych Granat i aloes oraz odżywka


         Standardowe opakowanie: 200 ml
         Skład:  Aqua, Lauryl Glucoside, Sodium Coco Sulfate, cocamidopropyl         Betaine, Glycerin, Lauroyl Sarcosine, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Alcohol*, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**.
* surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** naturalne olejki eteryczne.

         Cena regularna: ok. 9 zł
         Co pisze o nim Rossmann:
Bogaty kompleks roślinny zawierający ekstrakty z aloesu*, granatu* i kwiatów akacji* pielęgnuje i nawilża włosy. Szampon nawilżający Alterra wyzwala w Twoich zniszczonych włosach nową energię.
* z kontrolowanych biologicznie upraw.


Moje wrażenia...hmm... zawód roku...
Założyłam, ze szampon będzie ładnie domywał i odżywiał, a niestety po pierwszym użyciu, włosy sianowate i jakimś dziwnym trafem też klapnięte. No dobra, może się muszą przyzwyczaić... kolejne użycia - efekt ten sam :/ Po zużyciu (a raczej przemęczeniu się) całego opakowania stwierdzam, że to jedyny szampon, po którym ma włosy jednocześnie obciążone (jakby tłuste) i spuszone (sianowate). Efekt pogarsza w moim przypadku użycie odżywki z tej samej serii.
Pieni się słabo i zdecydowanie nie jest wydajny.
Nie lubimy się i już chyba nie polubimy.


Kolejny wypróbowany to Glanz Shampoo Aprikose & Weizen czyli Szampon do włosów matowych i zniszczonych Morela i Pszenica

          Standardowe opakowanie: 200 ml
         Skład:   Aqua, Lauryl Glucoside, Sodium Coco Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Lauroyl Sarcosine, Prunus Armeniaca Fruit Extract*, Triticum Vulgare Extract*, Vitis Vinifera Extract*, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Wheat Protein, Alcohol*, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Cocos Nucifera Oil, Tocopherol, Parfum**, Linalool**, Geraniol**, Citral**, Limonene**
         Cena regularna: ok. 9 zł

         Co pisze o nim Rossmann:
Szampon przywracający blask ALTERRA nadaje włosom jedwabisty połysk, dzięki kompleksowi roślinnemu zawierającemu ekstrakt z moreli*, pszenicy* i winogron*. Nawilża, wzmacnia strukturę włosa i pielęgnuje w równym stopniu włosy, jak i skórę głowy. Włosy lepiej się rozczesują, pięknie błyszczą.
* z kontrolowanych biologicznie upraw.


Szampon... poprawny. Nieźle się pieni, z wydajnością zdecydowanie gorzej.  Dobrze domywa moje oleje, ale włosy dość szybko tracą swoją puszystość. Właściwości "nabłyszczających nie stwierdzono, ale też moje włosy z natury błyszczą... Ładnie i delikatnie pachnie. Niestety koszmarnie plącze włosy :( U mnie, żeby wszystkiego z głowy nie powyrywać obowiązkowa odżywka do rozczesywania. Na drugi dzień po umyciu włosy zdecydowanie oklapnięte.


Niedawno pojawił się szampon, który mnie jako wielbicielkę kawy zdecydowanie zainteresował, czyli Alterra, Koffein Shampoo - Biotin & Koffein - Szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się Biotyna i kofeina

Standardowe opakowanie: 200 ml
         Skład:   Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lauryol Sarcosine, Caffeine, Xanthan Gum, Hydoxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glucose Glutamate, Alcohol*, Coffea Arabica Bean Extract*, Panthenyl Ethyl Ether, Pnthenol, Paullinia Cupana Extract*, Biotin, Parfum**, Limonene**, Linalool**.
* Surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** Naturalne olejki eteryczne.

         Cena regularna: ok. 9 zł

         Co pisze o nim Rossmann:
Na stronie jeszcze nic nie napisał, za to cytat z etykiety:
"Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji szamponu kofeinowego Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości - wartościowa kompozycja substancji czynnych z prowitaminą B5 i biotyną pielęgnuje włosy i wzmacnia włosy, które stają się sprężyste i piękne. Pobudzające kofeina i nasiona guarany zapewniają dodatkową dawkę witalności i gęstości - od nasady aż po same końce. Włosy sprawiają wrażenie wyraźnie bardziej                 wytrzymałych."

Kolejny szampon z cyklu "poprawny". Dobrze domywa, nie przesusza skóry i ... to w sumie tyle.
Żadna z zawartych na etykiecie obietnic się nie sprawdziła... włosy ani nie były bardziej sprężyste, ani bardziej gęste. I zdecydowanie nie sprawiały wrażenia bardziej wytrzymałych.
Bezpośrednio po umyciu włosy ładnie uniesione, błyszczące, dobrze się układały, niestety już następnego dnia przyklap i silne wrażenie przeciążenia...
Aha, szampon ma bardzo "specyficzny" zapach - zdecydowanie nie kawy, na co bardzo liczyłam :( Pachnie bliżej niezidentyfikowanym cytrusem... nie nachalnie, ale nie kawowo:(
(Wcześniejsza informacja o ziemistości odnosiła się do szamponu figowego, który akurat zaczęła testować i "zmieszałam" z kawą...ot, namieszać czasem mi się zdarza, za co bardzo przepraszam)


No i mój zdecydowanie trafiony i jak na razie idealny szampon Alterra, Volumen - Shampoo Papaya & Bambus czyli Szampon dodający objętości Papaja i bambus

Standardowe opakowanie: 200 ml
         Skład:   Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lauryol Sarcosine, Caffeine, Xanthan Gum, Hydoxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glucose Glutamate, Alcohol*, Coffea Arabica Bean Extract*, Panthenyl Ethyl Ether, Pnthenol, Paullinia Cupana Extract*, Biotin, Parfum**, Limonene**, Linalool**.
* Surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** Naturalne olejki eteryczne.

         Cena regularna: ok. 9 zł

         Co pisze o nim Rossmann:
Ekstrakty z papai* i bambusa* nadają włosom objętość i dają im siłę, wyciąg z owoców mango* pokrywa je dodatkowo delikatną warstwą ochronną. Twoje włosy, od korzenia aż po same końce, odzyskują witalność, stają się mocniejsze, bardziej wytrzymałe i zwiększa się ich objętość.
* z kontrolowanych biologicznie upraw.


No i od czego by tu zacząć...
Po pierwsze, wg. mnie najbardziej wydajny z dotychczas używanych szamponów z tej serii.
Po drugie,  dobrze domywa, nie przesusza i nie plącze za bardzo włosów.
Po trzecie, przyjemnie pachnie, chociaż zapach raczej nie utrzymuje się na włosach po wysuszeniu.
Po czwarte i najważniejsze, działa! Po umyciu włosy mam uniesione, błyszczące i przyjemnie sypkie. Co ważniejsze, efekt utrzymuje się przez kilka dni - do kolejnego mycia, a głowę myję zazwyczaj co trzy-cztery dni (chyba, że trzeba wcześniej).
Co ciekawe w moim przypadku szampon powoduje kręcenie się włosów. Naturalnie mam tendencję do falowania, ale ten szampon zdecydowanie ją nasila. Efekt ze wszech miar pożądany :)

Na testy czekają jeszcze :
- Łagodny szampon dla wrażliwej i podrażnionej skory głowy Migdał i Jojoba- spróbuję namówić na niego męża, który ma AZS
- Szampon regenerujący Makadamia i Figa
- Szampon ochrona koloru Oliwki i kwiat lotosu - chociaż włosów nie farbuję i nigdy nie farbowałam, lubię szampony do włosów farbowanych - zazwyczaj bardzo ładnie nawilżają i odżywiają.


Podsumowując, dobrze, że jest Alterra:)
Ja znalazłam swojego "włosowego" ulubieńca i mam czyste sumienie, że po pierwsze, nie szkodzę włosom, a po drugie, portfelowi. Mam też swój typ wśrod żeli do ciała, ale o tym innym razem.

A Wy? Znacie Alterrę? Używacie? Macie swoich ulubieńców?


* zdjęcia pochodzą ze strony www.rossnet.pl oraz  z bloga http://siteczkowlosoow.blogspot.com

czwartek, 1 marca 2012

Kota OTAGOWANA czyli mój pierwszy raz ;) TAG: Nigdy nie wychodze z domu bez...

No i stało się... zostałam otagowana :D
Wielkie przeżycie bo po pierwsze, pierwszy raz, a po drugie, znaczy że mój blog pojawi się w czyimś poście... tez po raz pierwszy. Przy okazji chciałam ładnie podziękować tym osobom, które obserwują moją pisaninę - trochę samozaparcia trzeba mieć ;)

TAG "Nigdy nie wychodzę z domu bez... " przywędrował do mnie z przesympatycznego (mimo nazwy) Kosmetycznego Prosektorium

Zasady są proste:
  • Podaj 5 produktów kosmetycznych, które stosujesz wychodząc z domu, takie must have na wyjście (można dołączyć zdjęcie)
  • Utwórz osobny post na blogu z kopią obrazka i informacją, kto cię otagował
  • Przekaż zabawę i zasady 5 innym bloggerkom

Wychodząc z założenia, że o podstawach higieny nie ma co pisać, jak również o ciuchach, butach, etc... To bez czego nie wychodzę, jest mi zazwyczaj na tyle potrzebne, ze biorę ze sobą, żeby zawsze mieć na podorędziu. No to łapię za torebkę, a tam, poza śmietnikiem ;) mam:

1. Krem do rąk

A w sumie kremy, bo w każdej torebce mam na stałe jeden, ale i tak w domu coś dorzucam ;) Mam w pracy strasznie twardą wodę więc bez kremu ani rusz... Poza tym mam męża ze sklerozą i atopowym zapaleniem skóry, wiec kremy noszę też dla niego. Stałym punktem naszych rozmów "na mieście" jest:
- E. masz krem do rąk?
- A co zrobiłeś ze swoim?
- No wiesz... zapomniałem/zostawiłem w pracy/skończył się...

W tej torebce akurat mam dwa kremy: Naturderm Botanics oliwkowy - bardzo przyjemny, a co ważniejsze naturalny kremik i Vaseline Intensive Care, które dostałam przy zakupie szkieł kontaktowych :D Mąż je bardzo lubi, bo nie ma zapachu i dobrze mu łapki chroni ;)


2. Elementy do kamuflażu - czyli korektor i kompakt

Od jakiegoś czasu polubiłam się z Sephorowymi mazidłami do kamuflarzu, a naturalna pielęgnacja pokazała co umie i nie korzystam na co dzień z podkładów. Korektor i kompakt nałożony jak puder twarzy wystarczy i mam je zawsze pod ręką, w razie gdyby dziób szybkiego retuszu potrzebował.
W tej chwili jest to korektor punktowy Sephora Lasting and Perfecting Corrector i kompakt mineralny, z którego jestem bardzo, ale to bardzo bardzo zadowolona Sephora Mineral Foundation Compact

   

3. Soczewki i dodatek do nich

Ze względu na duża wadę wzroku, nosze soczewki... no dobra, bez szkieł w drzwi bym nie trafiła, ale jestem za leniwa, żeby okulary nosić ;) W torebce zawsze mam parę "jednorazówek" - jednodniowych szkieł - bo już kilka razy udało mi się albo soczewkę zgubić albo coś sobie do oka włożyć, co uszkodziło szkło. Jednorazówki są moim zabezpieczeniem przed własna pierdołowatością ;)
Dodatkiem do szkieł są krople nawilżające oko. Nosze je zawsze ze sobą, choćbym nie wiem jak małą torebkę miała. Muszą być i basta!

4. Mazidła do ust

Oj mam ich dużo i wszystkie lubię :) Dzielą się na dwie grupy: zabezpieczające i kolorowe. Na stałe gości balsam Tisane i jakaś szminka ochronna - ostatnio polubiłyśmy się z Nivea Pure&Natural oliwkową. Kolorowo...hmm... trochę tego jest... obecnie niedawno poznana szminka Sensique - bardzo przyzwoite mazidło w świetnej cenie, i pasujący do niej błyszczyk, kilka bezbarwnych (albo "słabo barwnych") i kolorowych :D

5. Pachnące

Od kiedy odkryłam forum Wizaz.pl i znajdujące się na nim podforum Perfumy wsiąkam powoli w świat zapachów :) Zawsze lubiłam wąchać, a tam znalazłam ludzi nie tylko pozytywnie nakręconych ale również z ogromna wiedza na temat pachnideł wszelakich. Po jakimś czasie odkryłam wspólnozakupowy watek i odlewki na stałe zagościły w moim domu. To znaczy mam nadzieję, ze na stałe, bo mąż odgraża się, że kiedyś mi powyrzuca :D
Po wszystkich torebkach walają się więc wszelkiego rodzaju próbki, a dodatkowo zawsze zabieram ze sobą małą odlewkę tego, czym się rano psiknęłam, żeby móc później dopsik zrobić. Oczywiście zapominam później wyjąć i tym sposobem w torebce mam zazwyczaj kilka pięknie pachnących atomków :D


Poza konkursem nie ruszam się z domu bez książki... chyba, że idę na "bardzo uroczysto" i książka nie mieści się do malutkiej wyjściowej torebeczki. Obecnie dźwigam cegłówkę pt. "Zamek z piasku, który runął" Stiega Larssona.

Kogo by tu... hmm... spróbujemy otagować:
  1.  Em z  Lusterko Em
  2.  Kotwilkę z Kotwilka i jej pasje
  3.  Bzeltynke z Bzeltynkowego Lusterka
  4.  Karolinę z Craving for beauty
  5.  nie udało mi się znaleźć nikogo więcej, kogo kosmetycznie-urodowo podglądam, a nie został jeszcze otagowany :(

Zdjęcia:
1. Pochodzi z strony www.wizaz.pl z KWC
2. Zdjecie zestrony producenta www.sephora.com
3. Zdjecie ze strony producenta www.herbastudio.pl

środa, 29 lutego 2012

O postanowieniach noworocznych i co z nich wyniknęło oraz mydelek ciąg dalszy

Taaak... postanowienia noworoczne...
Każdy chyba je robi i każdy chyba je łamie ;) W tym roku dwa były u mnie kluczowe: zrzucenie zbędnych kg oraz zajęcie się wreszcie porządnie blogiem - jak na razie sukces odniosłam połowiczny (no bo przecież nie napisze że połowiczną porażkę ;)

Dietuję sobie z sukcesem, a owszem dokładnie od 09.01.2012. Startowałam z poziomy 73 kg co w moim przypadku oznaczało co najmniej 3 kg nadwagi. Na dzień dzisiejszy ważę ok 67 kg i zostały mi jeszcze z 3-4 do zrzucenia. Jest nieźle i jestem z siebie bardzo dumna :)

Co do bloga... hmm... no to jest właśnie to słowo "pół" w sukcesie... Nie jestem w stanie jakoś się zebrać i regularnie pisać, ze o zdjęciach nie wspomnę. Oficjalnie wyrażam skruchę.
I spróbuję dzisiaj troszkę nadrobić, a więc kolejna recenzja dwóch mydełek od Pani Ewa z Lawendowej Farmy.


Sekret Mniszka 
 To mydełko z nowej serii Polne Zioła - kiedy tylko się pojawiły wzmianki, że mają się pojawić zaczęłam ostrzyć ząbki. A jak się dowiedziałam, ze ma pachnieć moją ulubiona mieszanką kąpielową, czyli melisa i lawendą wiedziałam, że będzie moje :D

Opis, zdjęcie i skład ze strony producenta
Polubisz to kremowe mydło, a na pewno polubi  je Twoja skóra! A  to za sprawą: bogatego składu olejowego , odwaru  z korzenia, maceratu olejowego  korzenia, dodatku wosku pszczelego  i przyjemnego lawendowo-melisowego   zapachu; tworzy bardzo obfitą pianę.
Skład:
oliwa, olej słonecznikowy (macerat korzenia mniszka), olej kokosowy, olej palmowy, olej rycynowy, wosk pszczeli, woda (odwar z korzenia), olejki eteryczne: melisowy i lawendowy, wodorotlenek sodu


Po pierwsze i najważniejsze dla mnie, mydełko pachnie jak przewidywałam - świeżo, przyjemnie, a łagodną nutą lawendy. Lekko się pieni i bardzo przyjemnie ślizga po skórze. Zgodnie z opisem na stronie mniszek lekarski przyspiesza gojenie oraz wspomaga oczyszczanie skóry i rzeczywiście mydełko bardzo ładnie załagodziło stan zapalny po goleniu nóg maszynką. Pozostawiało miękka, nawilżoną skórę i nie było potrzeby używania dodatkowych balsamów po kąpieli.
Nie byłam jednak w stanie stosować go do codziennej pielęgnacji twarzy - za bardzo wysuszało, ale użyte od czasu do czasu domywało nawet najbardziej oporny, wodoodporny tusz.
Mydełko jest niesamowicie wydajne! Pomimo codziennego korzystania do mycia ciała, mały krążek zużywałam od połowy grudnia do początków lutego. To najbardziej wydajne myjadło jakie miałam.

Podsumowując przyzwoite mydełko jeśli chodzi o działanie - bez szału, ale i bez specjalnych zarzutów. Zdecydowanie za to ogromny plus za przyjemne używanie i zapach. No i oczywiście niesamowitą wydajność. Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom melisy :)


Migdałowy Dotyk

Opis, zdjęcie i skład ze strony producenta:
Działa na skórę jak balsam:  olej ze słodkich migdałów wygładza i zmiękcza, płatki migdałowe ścierają martwy naskórek i masują delikatnie skórę, olej kokosowy dostarcza obfitej, jedwabistej piany. Całości dopełniają przyjemne olejki eteryczne: goździkowy i pomarańczowy.
Skład:
olej kokosowy,  oliwa, olej ze słodkich migdałów, mielone płatki migdałowe, wodorotlenek sodu, woda destylowana, olejki eteryczne: goździkowy i pomarańczowy

Powiem tak... zachciało mi się jeszcze w grudniu czegoś pachnącego świętami :)
Pomęczyłam mailowo Panią Ewę  i m.in. poleciła mi Migdałowy Dotyk. Poczytałam sobie na stronie skład i doszłam do wniosku, że czemu nie :)
Zgodnie z informacją, mydełko ma ścierać i masować i rzeczywiście to robi. Jak na mój gust, ścierakiem mogłoby być większym, ale i tak jestem zadowolona - drapie :) Masować jak najbardziej masuje, pienić się pieni, nawilżać... hmm... no szczerze mówiąc troszkę mnie tutaj rozczarowało...
Pamiętam jak wspaniale nawilżało oliwkowe shea czy Kleopatra, niestety Dotyk nie nawilża, ba jakby mnie trochę przesuszał (chociaż może to kwestia mojej wody). W kwestii zapachu - a to przecież dla niego głównie mydełko kupiłam, też niestety zachwytu nie ma. Owszem mydełko pachnie ładnie, ale co z tego, skoro trzeba prawie nos w nie włożyć, żeby coś poczuć... Zapach bardzo przyjemny, ale baaardzo delikatny i niestety mocno ulotny.

Podsumowując, gdybym powiedziała, że mydełko rozczarowało, to byłoby za mocno. Nie zachwyciło i nie spełniło moich oczekiwań. Dobrze domywa, drapie, ale niestety mojej skóry nie nawilża i niestety za delikatnie pachnie. Raczej nie kupię go po raz drugi, ale na pewno znajdzie swoich amatorów.